God Gave Me Everything I Want ;)

Wpis wysoce niestrawny! Będzie w nim dużo samouwielbienia, nieskładności, nieobiektywizmu i dobrego humoru. Napisany z potrzeby upamiętnienia… obrony wyrąbistej! I w celu odnalezienia własnego żołądka :)

Trzy lata temu, gdy siedziałam pośród 120-osobowego tłumu, z którego do końca miała dotrwać połowa, a duża część miała okazać się bombowymi ludźmi (w imię zasady, że mam szczęście do ludzi ;D), kołatało mi się po pustej głowie, że wylądowałam tam na trzy długieeeeee lata. W tamtym momencie perspektywa wydawała mi się wybitnie dołująca. No ale wywalenie z polonistyki też odbierałam jako tragedię życiową, a po czasie oprawiłam list informujący mnie o wykreśleniu z listy studentów w ramki… Jak więc widać, pespektywa moi mili, perspektywa robi różnicę.

Ale, ale trzy lata minęły, a ostatni miesiąc zleciał na pisaniu i pierdylionie poprawek mojej kochanej… pracy licencjackiej. Jeśli kiedyś wymyślicie sobie wziąć za promotora sekretarza kardynała diecezji krakowskiej, to się zastanówcie. Dwa razy. Przebijanie się przez zasieki portierów (z których jeden tylko śmiał się pod nosem jak mnie widział pod drzwiami) były zabawne, prawie tak jak odszyfrowanie zapisków, zapisanych wprawną ręką Promotora, dotyczących poprawek. Moja siostra, z kilkuletnim stażem jako polonistka w podstawówce miała PROBLEMY z odczytaniem. Ale mimo tego, nie wyobrażam sobie pisać tej pracy u kogoś innego ;) Będę wielbić do końca mej egzystencji. Mój Promotor był najjaśniejszym punktem podczas całego etapu rodzenia pracy. A rodziła się w bólach gdyż niżej podpisana, naukowym językiem operować NIENAWIDZI.

Drugim najjaśniejszym punktem, o dziwo!, była sama obrona.  W komisji, drogi Promotor; recenzentem kochany człowiek, przed którym niestety niżej podpisana najczęściej robiła z siebie kretyna, no i postrach trzeciego roku, specjalista od filmów (a moja praca, z filmu…). Echem. No ale zgubiłam pod drzwiami żołądek, wlazłam do sali, klapłam na krzesło i czekam na rzeź. A tu pierwsza salwa artyleryjska poszła od strony Promotora. Oczywiście jak to u mnie w zawstydzającej normie, myśl wyprzedziła język i zostawiła go hen, w oddali. A jęzor, pozostawiony sam sobie wygłosił bełkot. Ale chyba do pzrełknięcia, gdyż nastapiło kolejne pytanie. Teraz armaty wycelował specjalista od fimów, dr. hab. B. I tu mogło być Waterloo. Ale o dziwo nie było. Pytanie z cyklu dzisiejsza sztuka a moralność, wpasowała się ślicznie w dzisiejszy pejzaż medialnego szaleństwa wokół pana A. Darskiego, Nergalem zwanego. I ostatnie pytanie, które… o dziwo też siadło. Potem wyszłam i po raz pierwszy wykazałam się elokwencją, gdy na pytanie reszty zestresowanej trzódki odpowiedziałam: Eee, luzik!

Potem wróciłam i znalazłam się w innym wymiarze. Bo komisja zaczęła mi słodzić. Dosłownie. Jaki to ciekawy temat, jak po rozszerzeniu nadaje się na magisterkę, jak dobrym i czytelnym językiem (!!!) napisana. A już padłam jak doktor B. powiedział, że w dopiskach przy recenzji, napisał sobie że praca zasługuje na wyróżnienie! Chrzanić żołądek! Gdzie moja zwisająca szczęka się podziała?! Chyba w życiu tak nie spłoniły mi się uszy  O_O

Potem wyszłam, z piątką!, i powiedziałam sobie, że to przedostatni raz jak oglądam mury tej szacownej uczelni (ostatnim będzie odebranie dyplomu).  I się trochę smutno zrobiło… Ogólnie piętnaście egzamów na sesję ryje mózg (nic nie pamietam z sesji, dosłownie nic, same urywki), soboty na uczleni, gdy cały tydzień ma się zajęcia to mord, niektóre przedmioty wkurzały mnie jak diabli (diabli nie jest tu dobrym wyrażniem, oj nie jest i to nie tylko ze względu na profil uczelni…), ale kurde! Fajnie było! Nie mówię, że będę płakać w poduszkę z tęsknoty, ale ludzie fajni, wykładowcy fajni, zajęcia (no, nie wszystkie ale pokażcie mi studenta zadowolonego z wszystkich swoich zajeć?) fajne. Ogólnie, to był dobry wybór. Na pewno dużo lepszy niż polonistyka UJ, specjalność nauczycielska ;P

Humoru przez długi, długi czas nie zepsuje mi nawet świadomość, że od października czeka mnie kolejne pisanie, kolejnej pracy licencjackiej ;P A przynajmniej mam taką nadzieję ;]

I na pożeganie ;D

Odpowiedzi: 5 to “God Gave Me Everything I Want ;)”

  1. J. Powiedział/a:

    Kasieku! Co tu dużo gadać… szacunek ludzi ulicy. Musimy to oblać sokiem pomarańczowym, w Krk.

    ;-)

    • akane171 Powiedział/a:

      Ha, pewnie że trzeba, chociaż ja głosuję za hjerbatą ;) szykuj się na październik ;D i dziękuję, dziękuję, sniff!, szacunek w koncu zdobyty! ;)

  2. J. Powiedział/a:

    Kurna, pytasz a wiesz. Szacunek będzie po wsze czasy, od Bieżanowa, po Pragę Południe.

    ;] ;-)

  3. Kaś, dumna z Ciebie jestem!

    Muszę szczerze przyznać, że cieszy mnie najbardziej Twoja świadomość, że było warto. Chciałabym i ja kiedyś dożyć chwili, kiedy stwierdzę, że coś było warto zrobić. Bo na razie błądzę i sama nie wiem, co będzie jak już się obronię.

    Promotor, toż to jak Bóg! Pamiętasz Sikorę?:) Muszę z zaskoczeniem stwierdzić, że Dunaj też nie da mi zrobić krzywdy i jest bardzo ugodowy – szok!

    • akane171 Powiedział/a:

      My Dear, jeśli ja doszłam do takiego wniosku to i Ty dojdziesz, szczególnie, że jesteś dobra w tym co robisz i polonistykę masz we krwi ;P Świadomość ta spłynie zaraz po opuszczeniu świętych murów UJotu z dyplomem w łapce :)
      Roznieś komisję i waćpana D.!!! Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.